Nosiłam każde z moich dzieci w chuście od pierwszych dni po narodzeniu, pomimo tego że do kruszynek nie należeli.
Spotkałam się wielokrotnie z opinią, że chusta to tylko kawał szmaty i nic więcej- moda, droga do tego. Nie wiadomo czy dziecko będzie używało do tego krótko, no i przecież odwieczne "Nie noś bo przyzwyczaisz."
Coś mi jednak wtedy w 2009 roku, podopwiadało, że to świetny pomysł i na 100% się sprawdzi.
Dziś nikt, ale to nikt nie przekona mnie, że na chuste nie warto wydać tych pieniędzy.
Moje dzieci, może z wyłączeniem Szarańcza środkowego uwielbiały chustę. (Szarańcz wolał niezależność podłogową, ale też czasem chciał być chustowany)
Najmłodszy uspokajał się i rozluźniał natychmiast, kiedy męczyły go kolki, najstarszy po prostu lubił w chuście być- zawsze.
A przyzwyczajanie do noszenia? Czy nie uważacie, że 9 miesięcy w brzuchu to wystarczająco długi okres czasu żeby się do noszenia przyzwyczaić?
Na zdjęciu chusta Hoppediz, mięciutka i wygodna, dla mamy i dla małego człowieka. Kocham ją całym swoim sercem :)
Wersje z hamakiem pod stołem pewnie większość zna więc u mnie wariacja.
Proponuje hamak na jednym zaczepie i leżenie na brzuchu. Na jednym zaczepie znaczy tyle że wiążemy chustę na supeł na drążku rozporowym lub haku w drzwiach.
Większość maluchów pokocha cudowne ćwiczenie antygrawitacyjnego wyprostu. Pracuja tu te mięśnie które później będą stabilizowały głowę podczas czytania i pisania.
Wariant drugi tej opcji jest siedzący- wkładam poduszkę a chłopcy zakrywaja się przed światem jak w kokonie- chwila wyciszenia BOMBA!
Nie miałam pojęcia że takie rzeczy z chustą można robić, kurcze a ja naszą wydałam dalej bo już nie używałyśmy od dość dawna
OdpowiedzUsuńZaglądam i rozgaszczam się na dobre :-D
OdpowiedzUsuńZ chystą można wieeele, a mój 4 latek czasem sobie życzy noszenia na plecach :)
OdpowiedzUsuńZaradna rozgaszczaj się prosze bardzo. Zaszczyt to wielki dla mnie, bo podczytuje Zaradną od dawna.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńpopieram każde słowo wyżej napisane :) ja teraz co prawda na MT się przerzuciłam,ale
OdpowiedzUsuńchusta cudna sprawa !
usiądę sobie tu gdzieś z boczku i poczytam :)
komentarz wyżej usunęłam bo byka zrobiłam :P
Zapraszam, zapraszam. Też byki sadze zwłaszcza jak jestem bardzo zmęczona- czyli odkąd mam dzieci stale.
UsuńJa nie kupiłam, bo bałam się, że nie będę umiała jej zakładać :D
OdpowiedzUsuńTo wcale nie jest takie trudne, na początku tez tak myślałam opanowałam dwa wiązania na przód i jedno na tył. Jest to szczyt moich osiągnięć manualnych, ale starcza.
OdpowiedzUsuńTez mam Hoppediz'a i sobie BAAARDZO CHWALE. Uratowal mi zycie doslownie, jak Maluch chorowal i cierpial. No i do dzisiaj nie mozemy sie rozstac z chusta :)
OdpowiedzUsuńDziekujemy za blog :) Jest super
My też mieliśmy chustę, ale przydała się tylko kilka razy. Dosłownie. Z założenia dziecko śmigało po podłodze od rana do wieczora, dwa razy zimą, kiedy nie chciało mi się pchać wózka przez śnieg, a musiałam wyjść, chusta okazała się wygodną alternatywą. A poza tym to było spanie na balkonie w koszu lub wózku i całodzienne ślinienie podłogi. Efektem był pełzający dwumiesięczniak, a potem raczkujący wszędzie pięciomiesięczniak, ale teraz się to odpłaca (sprawnością fizyczną i intelektualną - rozwój mowy na poziomie zdań złożonych przed ukończeniem drugiego roku życia u chłopca!). Jednak powyższe wykorzystanie chusty SUUUUPER!
OdpowiedzUsuńTak z doświadczenia to jednak wolę jak moje dzieci stają się później mobilne niż wcześniej ;)
UsuńNoszony Tygrys też szczekał złożonymi zdaniami jak miał niewiele ponad rok.
Szarańcz natomiast który wolał niezaleźność podłogową niż noszenie (i ta niezależność mu została) dopiero od niedawna gada po ludzku i to z wyraźną niechęcią...
Geny te same, wychowanie to samo, warunki rozwojowe podobne... jeden noszony więcej drugi mniej. Ciekawe jak to z J. będzie...
Nosiłam dzieci co nie znaczy, że stale były w chuście, podłoga to taka dziecięca podstawa rozwojowa. Nie targałam ich na spacery w chuście- oni ważyli w 4-5 miesiącu po 8-9kg ja bardzo szanuje swój kręgosłup.
Fajne wariacje i to przecież dla dzieci atrakcje, żeby samemu nie zwariować od nadmiaru wrażeń i dziecięcych pomysłów na nudę codzienności:-)
OdpowiedzUsuńA nauczyć się właściwie nosić, nic trudnego potrzeba tylko odrobinę cierpliwości:-)
O popatrz, a mój mały nienawidził chusty. Ile razy próbowałam go włożyć, tyle razy zaczynało się wycie. Próbowałam z przodu, z tylu, nic. Nie i już. Ale może to dlatego, że rehabilitanci pozwolili dopiero, kiedy pół roku miał i zaczynał raczkować. Przy drugim na pewno dam chuście szansę:)
OdpowiedzUsuń